niedziela, 10 kwietnia 2011

Nie dosiądę Ukrainki



bicykl ukraina




o, holender! już nie polata..


Jakiś czas temu odpicowałem swoją ukrainę. Naprawiłem w niej torpedo - zmorę startów na skrzyżowaniach, wyczyściłem, nasmarowałem, polakierowałem błotniki. Prezentowała się nader elegancko. A niebylejaki to rower. To słynny rower Breżniewa, którym jeździł na swojej podmoskiewskiej daczy na porzeczki, to rower który był ze mną ponad dziesięć lat, to jednośladowa wersja Christine rodem z powieści Stephen'a King'a i filmu John'a Carpenter'a - nawet kolor czerwony się zgadza. Nie pozwalała dosiadać się nikomu innemu - kilka osób zrzucała, a Kretowi nawet zabrała prawo jazdy. Nie raz lata temu zdarzało się, że nocowała gdzieś w terenie samotnie dając odpór czyhającym na nią niebezpieczeństwom, co najwyżej ktoś jej do torebki na narzędzia na ramie zawieszonej zaglądał (gdzie swego czasu czekała go karteczka stosownej treści), bądź w najgorszym przypadku pozbawił ją oka urywając imponujący reflektor. Jako rzekłem, naprawiłem ukrainę i rzekłem zmartwiony, że pewno teraz, na odnowioną i odpicowaną ktoś się połakomi gdzieś w mieście. Pomyliłem się tylko trochę. We czwartek wracałem do domu i błotnik przedni mi latać zaczął na boki, więc zatrzymałem na Dietla, o bank oparłem rower i podręcznymi narzędziami zdemontowałem rzeczony, w domu oczyściłem i miałem zamiar zamontować. Następnego dnia rano zajrzałem jeszcze do piwnicy by upewnić się jakiej potrzebam śrubki. Po pracy wróciłem do domu, zajrzałem do piwnicy i stwierdziłem brak. Taki brak zabolał, zwłaszcza, że to był (mam nadzienie, że est gdzieś eszcze, a nie jakiś debil oddał go był na złom, co wcale nie jest takie nieprawdopodobne) piękny rower. Jak dorwę kretyna, który będzie próbował ją sprzedać (jedyna taka w Krakau! a czerwona i w takim stanie to w ogóle rzadkość) to mu pompką tak ciśnienie podniosę, że z wrażenia odgryzie dzwonek. Skradziono też mi zielonego holendra marki batavus na fotografii powyżej, ale tego mniej mi szkoda.

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie..

aha (suplement) - policja zgłosiła się do mnie bym złożył zeznania w tej sprawie i przyniósł zdjęcia straconych bicyklów. Mocno byłem zaskoczony gdy policjant zadzwonił o 8 rano w poniedziałek.

6 komentarzy:

  1. Ukraina szał. w weekend odwiedzam twoje miasto.

    OdpowiedzUsuń
  2. co za pech, były piękne...

    OdpowiedzUsuń
  3. A jednak nie odwiedzam, kurka!

    OdpowiedzUsuń
  4. przecież ja tu zawsze Grześ:)

    OdpowiedzUsuń
  5. pisz, chłopie pisz.....no i archiwizuj;)

    OdpowiedzUsuń