piątek, 26 marca 2010

Pokój z widokiem na wojnę




..ja znowu nie wiem
co się za tym kryje
staję przed lustrem
i trenuję

wyszczerzone ryje
wyszczerzone ryje

czwartek, 25 marca 2010

Pesto presto!



Defoliujemy (ha!) bazylię oraz gromadzimy: czosnku kłów wedle uznania, sera parmezanego twardego kawałek, garstkę orzechów nerkowca (piniowych nigdzie nie mogłem dostać, lecz wiem, że przetrzymują je handlarze na Nowej i Starej Kleparze), parę oliwek (dodałbym eszcze kapary, ale nie miałem pod ręką) i z oliwek oliwę..




Zgromadzone komponenty wkładamy do pojemnika i coby się nie spocić siekamy siekającą przystawką miksera czy innym blenderem dolewając oliwy ale nie do ognia, jeno w rozdrabnianą masę. A uciechy przy tym masę..




Radujemy oko kojącą zielenią uzyskanej potrawy (podziwiając jak gracko komponuje się z zegarkiem) i po przetransportowaniu do przechowalnego pojemnika zalewamy minimalnie oliwą, by dobroć nam nie wyschła jako Iggy Pop czy inna Kate Moss. Chowamy w lodówkę i nie mówimy nikomu.


W dzisiejszym odcinku kuchni pełnej niespodziałek starego kawalerego - pesto. Pesto est presto i prosto. Konserwatyści używają go jeno do bełtania z makaronią wszelaką, ja natomiast wpierw ucieszywszy oko (łagodnym odcieniem) i nos (aromą godną perfumy), kubki smakowe rozpieszczam wsuwając łyżeczkę na sucho, smarując pieczyw pestem po wierzchu (ważne, by od spodu nie mazić!), krasząc nim ziemniaczaną pyrę z kartofla bądź inksze przegryzki umajając.
Czasem też smaruję się pestem po bokach i biegam po ulicach machając ręcami i melodeklamując (bo przecież nie śpiewając) hymn Urugwaju państwowy. Ale to już inna historia, inna historia..

wtorek, 23 marca 2010

czwartek, 18 marca 2010

Nieliczne uliczne



nad wszystkim czuwa.. hm, wygląda mi na Herberta - pasowałby do wiersza "Idź". ul. Węgłowa



i co? trzeba się było uczyć języków? nie trzeba.. ha! jak kto sprytny, da sobie radę. i nawet notebooki ma w ofercie. kiosk na rogu Starowiślnej i Miodowej



baba śpi na zapleczu - co tam będzie się przejmowała klientami, jak chcą, niech sobie popukają. mocno. najlepiej kluczami. ul. Limanowskiego



mam nadzienie, że biedaczek nie zagłodził, to już 8 lat. swoją drogą ciekawe jak ustawa reguluje genialność artystów - musi być jakaś wykładnia. obok wiszą eszcze utwory pana Kazimierza, ale nie warte wspomnienia, interwencyjne i po prostu słabe.. ul. Ogrodowa



kino Ars (est eszcze "śmierć, kutas, zniszczenie" ale było tu już gdzieś wcześniej)

wtorek, 16 marca 2010

Zimne dusze - ćwiczenie 2



no właśnie..
(cykl ćwiczeń poprawiających krążenie dyskomfortu psychicznego)

poniedziałek, 15 marca 2010

Zimne dusze - ćwiczenie 1



teraz tylko nie odwracaj wzroku..
(cykl ćwiczeń poprawiających krążenie dyskomfortu psychicznego)

piątek, 12 marca 2010

Tele - funk -en


(ja na ilustracji pio)


Po raz kolejny zatelefonowała do mnie przemiła pani z biura obsługi mojego operatora telefoniczności komórczanej. Jako że miałem chwillę, w przypływie dobrego nastrojego pozwoliłem sobie wysłuchać jakąż to niesamowitą ofertę zgotowała mi firma. Pani przedstawiła się, po czym jęła "z głowy, czyli z niczego" recytować magiczną formułkę oferty. Na takie zaklęcia aż chce mi się zakląć, więc poczekałem aż nabierze powietrza i poprosiłem by potocznym językiem powiedziała mi w czym rzecz. Pani żachnęła się lekko zbita z pantałyku, ale stanęła (poniekąd) na wysokości zadania. Zastosowała szyk przestawny zdań i powiedziała mi dokładnie to samo inaczej rozkładając akcenty "niesaamowitej oferty", płętując to, a jakże stwierdzeniem "Czyż to nie wspaniałe?!". Cudowne. Zapytałem panią, jaki w tej chwili mam abonament, na co pani stwierdziła, że nie wie, ale nowa "przygotowana specjalnie dla mnie" oferta na pewno jest korzystniejsza, po czym ponownie starała się wyrecytować wykuty zestaw fraz z pamięci (a raczej z tej części pamięci, która pozwala torturowanym na tyłach wroga żołnierzom recytować jedynie imię, nazwisko, stopień wojskowy, numer buta i kierunkowy do Elbląga). Pomijam dalszą część rozmowy, w której próbowałem dowiedzieć się skąd pani wie, że (nie znając parametrów dotychczasowego abonamentu) nowy będzie lepszy. Doszliśmy do punktu, w którym zwróciłem pani uwagę zauważając (cały czas w niezmiernie grzeczny sposób), że oferta, która jest mi prezentowana w gruncie rzeczy polega na tym, że płacąc wyższy (niewiele wprawdzie) abonament, w zamian będę miał za to tyle samo minut (nawet biorąc pod uwagę niuanse w ich podziale na poszczególne sieci). Pani znów wyskoczyła z klepaniem pacierza oferty, ale twardo, aczkolwiek bardzo grzecznie poprosiłem ją, by wyjaśniła mi czemu mam płacić więcej (z własnej woli) za dokładnie to samo, co mam teraz. I tu pani ponownie próbowała, a ja ponownie ją zapytałem, po czym pani spłoszyła się niczym przebrana za rokokową latarnię (sic!) Anna Fotyga na orgii u markiza de Sade zapytana po francusku o ofertę zwiększenia darmowych minet i gwałtownie pożegnała się życząc mi miłego łykędu.

Hm, zakończenie rozmowy przez konsultanta (po 3min 48sek), nie zaś klienta uchodzi ponoć za niemałą fopę i nieprofesjonalizm. Mimo wszystko mam nadzienie, że łykęd będę miał udany, a jako, że podobna oferta została mi przedstawiona po raz wtóry (poprzednio nudziłem się w pociągu, więc była okazja wysłuchać) może jednak dam się skusić..

czwartek, 11 marca 2010

Biuro piekła wysłuchanych modlitw




biuro piekła modlitw wysłuchanych
sekretariat mieści się u Hopper'a
czynny w czwartki między 11 a 13

różni tam schodzą

czwartek, 4 marca 2010

Gall'icyjski anonim



W śladowych (jednośladowych) ilościach estem..

poniedziałek, 1 marca 2010

Niesamowite przygody świętego Franciszka vol. com



Świętego Franciszka nie muszę przedstawiać, przedstawiam zatem najnowszą planszę z jego przygodami. Świeżo zeszła ze stołu.