poniedziałek, 22 lutego 2010

środa, 17 lutego 2010

8smy w Viątej De



Gdzie est 8smy? Czyżby w podstawówce był małą rudą dziewczyłką? a może znowu nie przyszedł do szkoły bo ciężko chory w szpitalu leżakował? A może eszcze gorzej?

Znajdź 8siem różnic







Z'ręczna robota przy użyciu rąk (to błąd?)

wtorek, 16 lutego 2010

czwartek, 11 lutego 2010

Żaneta? Nie, żenada!





























Gorączka marszczy czoło i pole widzenia zawęża, sięgnę więc do szuflandii i za uszy wytargam stamtąd makietę mojego drugiego pożal się boże tomiku zeskanowaną u rodziców w święta. Podobnie, jak w przypadku poprzedniego tego czegoś (wpis z grudnia lub stycznia) wszystko wykonane przeze mnie samodzielnie. Niestety słowa również przeze mnie napisane - pretensjonalne co nie miara, cóż byłem na początku drugiej klasy ogólniaka - przynajmniej w pogardzie miałem Jim'a Morrison'a i inne takie ogólniackie przypadłości. Obrazki od biedy ujdą, o tekstach już więcej nie wspomnę. Tytułu nie było, nakład powyżej 100 egzemplarzy. Prawdopodobnie pokłosie filozoficznego odkrycia dokonanego przeze mnie, że bóg est po drugiej stronie wstęgi moebiusa (wykonałem wtedy odpowiedni model, który niejedną ((a niech będzie, że osobę)) wprawił w niezłe zdumienie i rozstrojenie poznawcze) - w sumie to dziś est dla mnie zaskakujące, że całkiem cwany byłem wtedy pod pewnymi względami..
Czytajcie i parskajcie -(a ja kaszlnę sobie i kichnę) - na zdrowie!

poniedziałek, 8 lutego 2010

Żuseł! Żuseł! Żuseł!




Wczoraj wieczór w radio BioFM została wyemitowana rozmowa z doktorem Sławomirem Żebreckim, ekspertem w dziedzinie ekologii w szczególności uwagę swoją poświęcającym tatrzańskim susłom, których zaspanej egzystencji zagrażają turyści. Zwłaszcza, jak twierdzi doktor Żebrecki rosyjscy turyści masowo odwiedzający ostatnimi czasy polskie Alpy. Zatroskany ekolog zdawał się być przewrażliwiony na punkcie polskości (jak później przyznał, swego czasu był kandydatem na posła z ramienia Ligi Polskich Rodzin, jednak miał spore trudności z prowadzeniem kampanii wyborczej, gdyż spędzał ją przykuty do staropiastowskiego dębu w Dolinie Rospudy – podobno żona zgubiła kluczyk do łańcucha, za pomocą którego jednoczył się z przyrodą) – stwierdził, że gdy przebrany w piżamowy kamuflaż, ze szlafmycą nasuniętą na czoło, nucąc cicho kołysanki podgląda życie tatrzańskich susłów i przypadkiem zauważy susła słowackiego lub nie daj boże ukraińskiego, który zdrzemnął się na polskiej ziemi niechcący przekroczywszy granicę, natychmiast odwraca głowę i zakrywa dłonią oczy – jego celem jest obserwacja li tylko polskiej przyrody.

Doktor Żebrecki wspomniał także, że wraz z żoną Sylwią – ogólnopolskiej sławy doktorem genetyki – są wielkimi miłośnikami literatury. Rzecz jasna polskiej literatury. Tu wymienił kilka tytułów od wczesnych powieści Konopnickiej do współczesnego zupełnie Janusza Wiśniewskiego. Indagowany przez dziennikarkę czy z całkowitą pogardą odnosi się do literatury zagranicznej zmieszany Żebrecki przyznał, że owszem, jest jeden niepolski pisarz, którego wraz z małżonką darzą specjalną atencją. Naciskany zdradził, że jest to Raymond Chandler. Zaskoczona dziennikarka chciała drążyć ten temat, jednak doktor Żebrecki mruknął tylko, że chciałby być postrzegany jako Phillipe Marlowe polskiej ekologii i wyznał, że razem z żoną od dwu lat pracują w przydomowym laboratorium nad bioekologicznym hołdem, którym chcieliby oddać należną cześć Chandler’owi oraz wypełnić lukę w polskim ekosystemie. Ich praca miałaby dodać szczyptę bioróżnorodności nadwiślańskim lasom i być ukłonem w stronę najlepszej powieści Chandler’a – jedynego godnego czytania autora zagranicznego. Otóż państwo Żebreccy pracują nad skrzyżowaniem żubra z susłem. Pierwsze żusły miałyby być wypuszczone do borów już wiosną tego roku, by wesoło pogryzać polską trawę pochrapując przy tym co i rusz. Projekt stworzenia żusła nazywa się tak, jak najlepsza opisana przygoda Phillipe’a Marlowe’a – „Wielki Sen” (1939)
Na zakończenie pani redaktor życzyła doktorowi Żebreckiemu powodzenia i rozpoczął się blok reklamowy. Miło jest posłuchać przed snem, choćby nawet niedługim, niewielkim rozmowy z ciekawym człowiekiem.

Dopóty pan wodę nosi..



..dopóki wielbłąd nie przejdzie przez ucho igielne..
(w tej przypadce dromader)

czwartek, 4 lutego 2010

Jaka to poeta?




Rebuz z wczora wieczora - jaka to poeta? ja się pytam psze Państwa